daję sobie prawo do bycia sobą
o wychodzeniu z więzienia własnych myśli
piszę, bo poruszył mnie ten cytat:
are you climbing a mountain for the world to see you or for you to see the world?
w tle słucham mojego seta:
Siedzę w kawiarni i piszę esej, bo zapytałem się samego siebie, na co mam dzisiaj ochotę i co mnie naprawdę ciągnie.
Czekał na mnie milion innych pomysłów, ale gdy pomyślałem o eseju, ciało odpowiedziało przyjemnym ciepłem i rozluźnieniem.
Dawniej działanie w taki sposób było praktycznie niemożliwe. Nigdy nie zaczynałem od pytania siebie o cokolwiek.
Ciało wysyłało sygnały rosnącego napięcia i stresu, ale nie dawałem im przestrzeni, bo przecież “powinienem działać na najwyższych obrotach”.
Ciało było dla mnie wtedy czymś podrzędnym - maszyną w służbie umysłu, która ma realizować jego polecenia no matter what.
wydajność jako miernik jakości życia
Od kiedy pamiętam, moja głowa zawsze zastanawiała się, jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę.
Mówiłem do siebie w głowie językiem pełnym wyrzutów - że robię za mało, że marnuję czas, że mogę więcej.
Bardzo rzadko robiłem rzeczy dlatego, że pochłaniał mnie proces. Rzadko czułem, że chcę w danej chwili robić właśnie to, nic innego. Wszystko było skalkulowane i miało mnie doprowadzić do świetlanej przyszłości, w której “w końcu będę spokojny i szczęśliwy”.
Nie wychodziło to z prawdziwej chęci tworzenia. Ciągle chodziło o to, żeby wykorzystać czas jak najlepiej.
Efektywność. Produktywność. Rozwój.
Słowa, które są wytapetowane w śmieciowych korporacjach, z którymi nigdy nie chciałem mieć nic wspólnego.
Więc co zrobiłem?
Zrobiłem sobie jednoosobową korporację we własnej głowie.
korpo we własnej głowie
Nie mogłem zrozumieć jak to się dzieje, że ludzie zaginają czasoprzestrzeń i wpadają w robienie czegoś, co pozwala im stracić poczucie czasu.
Dla mnie zawsze były to kalkulowanie ruchy.
Co trzeba zrobić.
Co powinienem zrobić.
Co muszę zrobić.
Jak długo powinno mi to zająć.
Co da mi w danej chwili największe korzyści.
W końcu doszło do mnie jednak, podróżując po odmiennych stanach świadomości, że wspólną częścią tych wszystkich mechanizmów było to, że nie dawałem sobie prawa do bycia sobą.
czym jest dla mnie bycie sobą
Zacznę od tego, czym bycie sobą na pewno nie jest.
Bycie sobą nie jest realizowaniem scenariusza, który napisała dla nas rodzina, społeczeństwo, partner.
Bycie sobą nie jest robieniem tego, co wydaje się nam racjonalne, logiczne i sensowne.
Bycie sobą nie jest odkładaniem na potem czegokolwiek, czego chcemy na życiu.
Bycie sobą to zdanie sobie sprawy, że właśnie to życie to jedyna okazja, żeby zrobić wszystkie odważne ruchy, jakie przychodziły nam do głowy.
Bycie sobą to świadomość, że nie ma jednego sposobu na dobre życie i że najlepszy sposób to taki, który jest w pełnej zgodzie z Tobą, a nie resztą świata.
Bycie sobą to poszukiwanie i reagowanie na to, co daje mi błysk w oku.
Bycie sobą to konsekwentne wędrowanie w kierunku, który mnie przyciąga - nawet, jeśli kolejnego dnia wena nie przychodzi, energia spada i myśli w głowie stawiają opór.
uciekan z więzienia własnych myśli
W dążeniu do bycia sobą naszym największym wrogiem jest nasz własny umysł.
Żyłem długie lata w totalnym braku połączenia z samym sobą i teraz zupełnie nie dziwię się, że moja głowa próbuje regularnie torpedować próby pójścia moją unikalną, indywidualną, jedyną w swoim rodzaju ścieżką.
Umysł i ego nie są po to, żeby przynosić nam do życia szczęście. One są zaprogramowane na kierowanie nas w stronę czegoś bardziej przewidywalnego i bezpiecznego. Mamy przeżyć i reprodukować, a nie być szczęśliwi i spełnieni.
Umysłu nie obchodzi nasz rozwój i dążenie do większej autentyczności i bycia sobą.
Dopóki jesteśmy więźniami własnych myśli, nastrojów i scenariuszy, nigdy nie ruszymy z miejsca.
Jeśli będziemy ciągle słuchać umysłu i czekać na idealne warunki do robienia kolejnych kroków w stronę prawdziwego siebie, nigdy tych kroków nie zrobimy.
Dajmy sobie w końcu prawo do bycia sobą.
Bez wymówek. Bez czekania na lepszy moment.
Bez czekania na wenę. Bez czekania na pikującą energię i dopaminowy haj.
Przestańmy w końcu kwestionować raz podjęte decyzje.
Byłoby smutno, gdyby na koniec tej ziemskiej przygody został w nas tylko żal i wyrzuty sumienia z tak wielu niewykorzystanych szans na przeżycie tego życia po swojemu.
Kawa stygnie. Czas do domu.


