też boisz się pokazać, jaki jesteś naprawdę?
o lęku przed oceną i autentycznością, samotności oraz budowaniu głębi zamiast small talku
Żyjemy w czasach samotności i wyobcowania.
Obserwujemy i kontaktujemy się jednego dnia z większą liczbą osób niż poprzednie pokolenia poznawały przez lata swojego życia.
Ale jakość tych relacji jest mierna.
Chociaż wymieniamy ze sobą tony wiadomości, brakuje w nich głębi, intymności, autentyczności.
Nie mamy odwagi pokazać innym swojego prawdziwego oblicza.
Hamują nas lęki, które zaszczepiono w nas jeszcze w dzieciństwie.
Ubieramy maski tak często, że ostatecznie zapominamy, że mamy je na sobie.
Nie wiemy, kim tak naprawdę jesteśmy, czego chcemy i co nas kręci, bo udajemy coś zawsze - przed znajomymi, ludźmi z pracy, szefem, partnerem, rodziną.
też tak masz?
Czy masz w swoim życiu chociaż jedną osobę, przy której zdejmujesz maskę i nie boisz się, że zmarnujesz jej czas swoją autentycznością?
Z iloma osobami wymieniasz codziennie wiadomości, czując jednocześnie, że Wasza relacja od lat się nie pogłębiła?
Kiedy ostatni raz powiedziałeś przyjacielowi o swojej porażce i pokazałeś prawdziwy obraz sytuacji, bez wybielania się i szukania winnych?
A kiedy pochwaliłeś się czymś, z czego jesteś bardzo dumny, nie wstydząc się pokazać, że dużo dobrego wydarzyło się dzięki Tobie?
dlaczego bycie sobą przy innych jest trudne?
Boimy się odrzucenia i wykluczenia.
Boimy się oceny.
Boimy się, że zmarnujemy czas drugiej osoby.
Boimy się powiedzieć, z czym się mierzymy.
Boimy się podzielić lekcjami, które odebraliśmy od życia.
Boimy się pochwalić tym, z czego jesteśmy dumni.
Boimy się chociaż na chwilę zdjąć maskę i pokazać całą swoją złożoność.
Nawet z wieloletnimi znajomymi uprawiamy small talk, przez który nasze znajomości stoją w miejscu.
Nie są coraz głębsze, bardziej intymne, przyjacielskie.
Nie znamy swoich sąsiadów. Nie wiemy nic głębszego o ludziach z pracy.
Nie wiemy, kiedy możemy zachowywać się autentycznie i pokazać swoją prawdziwą twarz - odczucia, przemyślenia, lęki.
Gramy w small-talkowe gierki, bo są bezpieczne.
Każdy coś udaje i nikt nie podejmuje kroku w stronę większej głębi, bo tak jest łatwiej.
też masz znajomości, które od lat nie ruszyły się o krok?
Przez lata myślałem, że jestem świetny w budowaniu przyjaźni.
Z perspektywy czasu widzę, że zamiast przyjaźni budowałem relacje, w których było dużo przywiązania i współzależności.
Było przyzwyczajenie, ale mało szczerości, autentyczności i głębi.
Nadal mam w swoim życiu znajomości, które przez 15 lat stoją w miejscu.
Czuję, jakby była między nami niewidzialna ściana, przez którą nie możemy się przebić autentycznością.
Nie rozmawiamy o emocjach.
Nie rozmawiamy o tym, jak radzimy sobie w innych relacjach.
Nie rozmawiamy o odważnych planach na kolejne lata.
Nie rozmawiamy o tym, co siedzi w naszych głowach przez większą część dnia.
Nie rozmawiamy o sukcesach. Nie rozmawiamy o porażkach.
Mówimy do siebie, że „u mnie wszystko w porządku” i przypieczętowujemy tym status quo.
Czujemy się coraz bardziej samotni, bo samotność to nie stan, w którym nikogo nie ma wokół nas.
Samotność to stan, w którym przy nikim nie możemy być naprawdę sobą.
system chce, żebyś wierzył, że grasz w grę „ja vs świat”
Szkoła, społeczeństwo, korporacje (= system) wmówiły nam, że wszystko jest na naszych barkach.
Że musimy dbać o swój rozwój. Że wszędzie czeka konkurencja.
Że gramy z innymi ludźmi w grę, w której ktoś wygra, a ktoś przegra.
System nie chce, żebyśmy budowali sieci znajomości i stawali się częścią społeczności.
Bo gdy wierzymy, że gramy w grę „ja vs świat”, jesteśmy słabsi.
Nie mamy przestrzeni na kwestionowanie porządku, w którym żyjemy.
Walczymy o przetrwanie w samotności, siedząc w swojej głowie i odtwarzając w niej ciągle te same myśli.
Często tych myśli nigdy nie usłyszała i nie zweryfikowała inna osoba niż my sami.
Wierzymy w to, co o sobie mówimy, bo nie mieliśmy szansy powiedzieć ich na głos.
Komuś, kogo się nie boimy i komu ufamy.
Komuś, co do kogo mamy pewność, że będzie wyrozumiały, szczery i pełen miłości.
Komuś, kto nie będzie oceniał.
„ostatni raz” może wydarzyć się w każdej chwili
Strata bliskiej osoby przebudziła mnie i kazała przebudować życiowe priorytety.
W relacjach z innymi ludźmi zawsze będzie ten „ostatni raz”.
Ostatnie wyjście na kawę.
Ostatnie pogaduszki do nocy.
Ostatnia rozmowa.
Przestałem traktować innych ludzi wokół mnie jako coś stałego, do czego zawsze mogę mieć dostęp.
Zacząłem przykładać więcej energii do dbania o te relacje, które już są w moim życiu.
I to wcale nie wymaga aż takiego wysiłku.
Wymaga świadomości, otwartości i obecności.
jak zadbać o swoich ludzi?
Piszmy do swoich przyjaciół bez okazji.
Zapamiętujmy to, co do nas mówią i nawiązujmy do tego przy kolejnych okazjach.
Dawajmy im poczucie, że są zauważeni.
Zróbmy dla nich bezpieczną przestrzeń bez oceniania, w której poczują się swobodnie i będą chcieli zdejmować maski.
Odzywajmy się do nich za każdym razem, gdy pojawią się w naszych myślach.
Dzielmy się swoimi tajemnicami i pokazujmy, jakimi jesteśmy dziwakami.
Oni też nimi są. Ale może bali się komukolwiek do tego przyznać.
Nie sądzę, żebyśmy na starość żałowali, że zrobiliśmy w swoim życiu za mało produktywnych zadań.
Ale jestem pewien, że będziemy żałować, że nie otworzyliśmy się bardziej na innych ludzi. Że nie spędziliśmy więcej porządnego czasu wokół osób, które mają dla nas znaczenie. Wobec których nie jesteśmy obojętni.
Jedyne, co po nas pozostanie, to wspomnienie w sercach innych.
Niech będzie w nich jak najwięcej miłości.
PS. Możesz umówić się na konsultacje 1:1 ze mną. Dzielę się swoim doświadczeniem i pomagam w transformacji. Skoro doczytałeś do tego miejsca, prawdopodobnie idziemy podobną drogą i mamy zbliżone wartości.


