a gdyby zamienić ciągły pośpiech w cierpliwość?
"nie mam czasu" to patologia, a nie normalność
Trudno się nam teraz czeka na cokolwiek.
Wszystko powinno być już na teraz, na zaraz.
Czekanie w kolejce - dramat. Trzeba poscrollować, powkurwiać się pod nosem, że “co tak długo”, pobluzgać na innych, że tracą nasz cenny czas, bo niewystarczająco zapierdalają.
Czytanie książki - dłuży się. Lecimy przez akapity jak z ogniem w dupie i po kilku minutach łapiemy się na myśleniu absolutnie o czymś innym, bez bladego pojęcia, o czym w ogóle czytaliśmy. No ale rozdział za nami - zawsze jakieś osiągnięcie.
Praca w skupieniu nad czymś ważnym - a daj spokój. Nie widać efektów od razu, nie wiadomo, kiedy będzie koniec, trzeba długo czekać na nagrodę, która i tak nie jest pewna.
Siedzenie na dupie przez 15 min bez telefonu, bez książki, notesu i innych stymulacji, ot, żeby pooddychać i zobaczyć, co tam w naszym ciele - tortura.
There are those who approach the opportunities of each day like crossing items off a to-do list instead of truly engaging and participating with all of themselves. - Rick Rubin
przyjęliśmy patologię za normalność
To nie jest normalne. Jest powszechne, owszem - ale nie jest normalne.
To nie jest normalne, że znajomi mówią Ci, że spotkają się z Tobą za 3 tygodnie, bo “daj spokój, nie mam czasu”.
To nie jest normalne, że stukasz 8 godzin w klawiaturę pracując na sukces kogoś innego i nadal czujesz, że nie wyrabiasz z zadaniami, których nawet nie chcesz robić.
To nie jest normalne, że przemieszczając się zapierdalasz z punktu A do punktu B, będąc w ciągłym biegu, bo “brakuje Ci czasu”.
Pośpiech w ciele i pośpiech w głowie to spoko reakcja, gdy akurat goni Cię tygrys albo członek innego plemienia z dzidą.
Ale takie pościgi prędzej czy później się kończyły.
Dobrze lub źle, ale się kończyły i napięcie spadało.
A te nasze współczesne pościgi nie kończą się nigdy, bo to na nich jest zaprojektowane nasze “nowoczesne, rozwinięte społeczeństwo”, z którego jesteśmy tak dumni.
I którego jesteśmy nieświadomymi żołnierzami.
biegłem na bezdechu przez 32 lata
Mój pościg za “sukcesem” trwał 32 lata, zanim w końcu nie zdzieliłem sobie w głowie intelektualnego autoplaskacza, żeby w końcu się przebudzić i zobaczyć, co robię ze swoim życiem.
Powiedziałem sobie “stary, zwolnij”. Przestraszyłem się, że nie zauważę, jak życie przecieknie mi przez palce.
A przecież tak kocham to moje życie.
Przez 32 lata działania na autopilocie życie polegało dla mnie na odhaczaniu kolejnych zadań z list, które się nie kończyły.
Ciągle czułem, że jestem spóźniony względem jakiegoś tykającego zegara, który działał w mojej głowie.
Zawsze niedoczas, zawsze zapierdalanie, zawsze spięcie i gonitwa.
I mało uwagi.
Przytłaczało mnie tak wiele tematów, że trudno było mi wyrzucić je z głowy, oczyścić umysł i skupić się na jednej rzeczy. Na tej, którą mam przed sobą.
Dałem sobie wmówić, że wielowątkowość to nasz naturalny stan.
Wmówiono nam, że gdy nie biegniemy przynajmniej tak szybko jak inni, to stoimy w miejscu.
A że wszystko zmienia się tak dynamicznie, to wręcz cofamy się w rozwoju.
Nie nadążamy.
system nie chce naszego dobra
Cierpliwość, powolność, pozwolenie sobie na nudę, wyhamowanie w środku zabieganego dnia - za to system, w którym żyjemy, nie będzie nas chwalił.
Będzie raczej generował w nas wyrzuty sumienia.
Powie nam, że to oznaka psychicznego zaburzenia albo przynajmniej niepoważnego podejścia do życia, które trzeba szybko skorygować.
Bo gdy zwalniamy, wracamy do swojej esencji, odzyskujemy kontakt z własnym ciałem i naturą, to dochodzimy do bardzo niebezpiecznych dla systemu wniosków.
Że nie potrzebujemy tak dużo, jak nam się wydaje.
Że nie musimy pracować 8 godzin dziennie, żeby poczuć satysfakcję z samych siebie.
Że możemy robić to, co kochamy i zarabiać na tym godne pieniądze.
Że czas dla rodziny, znajomych, przyjaciół może mieć priorytet nr 1, a nie wypełniać czas, który został nam po pracy.
Że “nie mam czasu” to skrajna patologia, a nie współczesna codzienność.
System tego nie chce, bo zarabia na naszej pracy, na podatkach, a potem na lekach, które bierzemy, gdy nasze ciała i umysły już nie dają rady.
Nie leczymy oczywiście problemu tylko przygaszamy objawy na tyle, żebyśmy mogli dalej zapierdalać jak małe samochodziki.
zmiana to nie opcja - to konieczność
Nie możemy dłużej czekać na lepszy moment do zmian w swoim życiu.
Lepszy moment nie nastąpi, bo to nie warunki muszą się zmienić - zmienić się musi nasze podejście do życia i definicje tego, co dla nas ważne.
Jasne, duże zmiany wymagają odwagi.
Moje odejście z etatu i założenie firmy kosztowało mnie sporo stresu.
To normalne, że czuje się wtedy niepewność, że ma się wiele pytań, na które odpowiedzi nie przychodzą automatycznie.
Przy takich zmianach wychodzą z nas głęboko chowane cienie, których nie widzieliśmy wcześniej, bo nie dawaliśmy sobie na to czasu i przestrzeni.
Byliśmy zbyt zajęcie trudami dnia codziennego, żeby zapytać się swojego ciała i głowy, czego potrzebuje i czego się boi.
A każda duża zmiana zaczyna się wyhamowaniem. Nie da się zmieniać swojej życiowej ścieżki w biegu, bo wtedy najłatwiej się wypierdolić o własne nogi.
Zmiana tempa daje czas na refleksję.
Na podsumowanie miejsca, w którym się właśnie znajdujemy.
Na zastanowienie się, co w naszym życiu robimy bo chcemy, a co robimy, bo musimy albo nie znamy innego sposobu, nie znamy alternatywy.
Odpowiedzi nie przychodzą od razu. I zazwyczaj pojawiają się wtedy, gdy o nich aktywnie nie myślimy.
Potrzeba do tego cierpliwości.
Potrzeba do tego wyhamowania.
Potrzeba do tego pozwolenia sobie na to, żeby zacząć żyć na własnych zasadach, a nie według scenariusza wymyślonego przez rodziców, szkołę, społeczeństwo, social media albo znajomych.
Wszystko zaczyna się od wyhamowania. Wszystko zaczyna się od cierpliwości.
Jeśli doczytałeś do tego miejsca, masz w sobie wszystko czego potrzebujesz do wielkiej zmiany.
Zrób pierwszy kroczek. Nie rób rewolucji. Zrób ewolucję.
Niech zostanie z Tobą staropolskie przysłowie, które idzie ze mną przez życie i o którym pamiętam w każdej gorszej chwili.
Przypomina mi, że zawsze mamy do zrobienia następny krok i że nigdy nie jest aż tak chujowo, jakby się nam wydawało.
“Zesraj się, a nie daj się.” 💪



Uważam, że jeśli człowiek chce mieć więcej czasu dla siebie, to nie rzuca etatu po to , żeby założyć własny biznes.
Trochę w kontrze, uważam że jest faza w życiu na pospiech i chwytanie wszystkiego haustami, duże poświęcenia, duże ryzyka i możliwość dużej nagrody. Granica jest cienka żeby nie przebiec tak całości i trzeba zwolnić, ale niezmiennie doceniać i być wdzięcznym :)