też masz sprawy, których nie kończysz od tygodni?
dlaczego niedokończone rzeczy męczą bardziej niż te, które robimy, i dlaczego odpuszczenie to też decyzja
boże mój kochany. niesamowite jest, jak wiele stresu generowały we mnie małe, pozornie nieistotne tematy, których nie potrafiłem doprowadzić do końca przez długie tygodnie
nowe pomysły zawsze generowałem z łatwością - tu moja kreatywność była i jest nielimitowana
większość z tych pomysłów ma sens i warto byłoby doprowadzić je do końca, bo:
rozwiązują jakiś problem
mają uzasadnienie dla mojego prywatnego życia albo biznesu
są mi potrzebne
albo po prostu chcę, żeby się wydarzyły
dlaczego więc niedomknięte pętle tak długo drenowały moją energię?
wygenerowanie nowego pomysłu jest bardzo sexy
widziałem wtedy w wyobraźni, jak może wyglądać mój świat po tym, jak wdrożę ten pomysł w życie
dostawałem potężny strzał dopaminy - tym większy, im więcej liczbie osób powiedziałem o moim pomyśle i im dłużej zajmowałem się planowaniem i snuciem wizji, zamiast realnym działaniem
rzeczywistość prawie zawsze okazywała się bardziej nudna i błaha, niż w chwili, gdy bawiłem się pomysłem w głowie
chęć robienia spadała powoli do zera, bo przyjemność kreowania w głowie trzeba było zamienić w codzienny trud wdrażania tego w życie, który już taki sexy nie jest:
przechodzenie przez dołki energii
odbywanie trudnych rozmów
nawigowanie kryzysów
szukanie odpowiedzi, gdy nie wiadomo nawet dokładnie jakie pytania zadać
wtedy zamiast robić małe kroki w stronę szczęśliwego końca, wracałem do planowania - wymyślałem nowy system do poradzenia sobie z zaległościami, analizowałem co poszło nie tak, biczowałem się w głowie, bo poczucie własnej wartości budowałem na odhaczonych zadaniach
generalnie robiłem wszystko, poza rzeczywistym wzięciem się do pracy - to prokrastynacja z oporu, nie z lenistwa
nierobienie nie powoduje, że sprawa znika z głowy
spychana ciągle w dół listy priorytetów sprawa staje się otwartą pętlą, która krąży w świadomości do czasu, gdy nie powiem sobie jasno i otwarcie, że:
idę w to dalej - decyduję się przechodzić z dyscypliną i sumiennością przez momenty, w których będzie trudniej i zaczynam realnie pracować nad zamianą pomysłu w coś realnego
odpuszczam - odważnie przyznaję, że nie mam na to siły, przestrzeni, ochoty i decyduję, że rezygnuję z tego pomysłu
i gdybym serio podejmował jedną z tych dwóch decyzji, w mojej głowie byłoby znacznie spokojniej i problem otwartych pętli by nie istniał
jest jeszcze jednak trzecia opcja, na którą przez ostatnie lata decydowałem się bardzo często - bez świadomości, jaki rozpierdol robi to z moją codzienną energią
otóż decydowałem, że… zdecyduję później - konstytuowałem tym samym, że otwarta pętla pozostanie otwarta, a ja kiedyś do niej wrócę
Jeśli czujesz, że tekst jest o Tobie i chcesz pogadać z kimś, kto zna to od podszewki, umów się na darmowe 30 minut ze mną. Pogadamy na luzie.
im dłużej odwlekam, tym mniej mam energii do życia
nie robiłem sobie tego specjalnie
krzywdziłem swoją sprawczość, męskość i poczucie wartości zmuszony do tego przez szereg lęków, których nie byłem świadomy
w głębokiej, nieuświadomionej podświadomości bałem się, że pójście w jedną stronę i skorzystanie z jednym drzwi zabierze mi możliwość przejścia przez wszystkie pozostałe
brzmi jak coś oczywistego, co nie?
jeśli w górach zdecyduję się na jeden szlak to nie oczekuję przecież, że jednocześnie pójdę wszystkimi pozostałymi
skoro skręcam w lewo, nie mogę jednocześnie pójść w prawo, w górę i do przodu
w górskiej metaforze ma to sens, ale nie umiałem tego przełożyć na codzienne życie
czułem i naiwnie pragnąłem, żeby dało się jednocześnie zjeść ciasto i mieć ciastko
a to robiło i nadal jeszcze robi mi w życiu realny rozpierdol
głos w głowie nigdy nie był zadowolony
żadna to tajemnica, że w taki sposób nie da się na dłuższą metę żyć satysfakcjonującego życia
jasne - można tworzyć nowe systemy do zarządzania zadaniami, kolorować je priorytetami, wierzyć, że problemem jest nieodpowiedni system planowania tasków, a nie mylenie dyscypliny z kontrolą
i można tak uciekać od realnego rozwiązania przez długie lata
a realnie rozwiązanie to podejmowanie decyzji i mierzenie się z ich konsekwencjami
skoro było mi trudno zdecydować się na jeden priorytet w ciągu dnia, wpisywałem sobie na listę zadań kilka tematów i potem wkurwiałem się na siebie, że nie dowożę żadnego z nich
nie mogłem zdecydować się na nic konkretnego, bo w momencie, w którym kierowałem na to uwagę, pełen lęku i wyrzutów sumienia głos w głowie mówiący “muszę” przypominał mi, że zaniedbuję wszystkie pozostałe i to one są równie ważne jak to, co mam teraz w ręce
zaglądałem do każdych drzwi na chwilę, próbowałem zobaczyć co jest w środku, ale bałem się zrobić odważny krok przez próg
bałem się, że gdy dane drzwi się za mną zamkną, nie będzie już powrotu i wszystkie inne opcje znikną bezpowrotnie
iluzja posiadania kilku planów awaryjnych
to wprowadzało mnie w panikę - bez planu B, C, D, itd. nie czułem się w życiu bezpiecznie, a snując alternatywne plany, nie byłem obecny tu i teraz, w planie A, który realizował się na moich oczach
czułem, że sytuacja może się nagle zmienić i jeśli nie będę miał otwartych innych opcji, może się zrobić niebezpiecznie
ta sama niezdolność do skierowania całej uwagi w jedną stronę zjada obecność w teraźniejszej chwili, bo uwaga skacze sobie z kwiatka na kwiatek i nigdy na niczym nie zatrzymuje się na dłużej:
robiłem tak w codziennym życiu - gotowałem, jednocześnie próbując zajmować się sprzątaniem kuchni, robieniem kawy i myśleniem o liście zakupów
robiłem tak w biznesie - pracowałem nad blogiem, jednocześnie próbując uruchamiać nowy projekt, pisać maile z ofertami i rozwijać grupę na Whatsapp
robiłem tak w relacjach - rozmawiałem z bliską mi osobą, jednocześnie oceniając, czy nie powinienem być teraz w innym miejscu, z inną osobą, rozmawiając na inne tematy w inny sposób
robiłem tak próbując dbać o siebie - robiłem ćwiczenie na siłowni, jednocześnie myśląc, jakie będą kolejne ćwiczenia, planując co zrobię na kolejnym treningu i zastanawiając się, czy na pewno rozwijam swoją siłę w dobrym tempie
wmówiono nam, że wielowątkowość i pośpiech to normalny tryb życia
bawienie się z samym sobą w kotka i myszkę
mój mózg trzyma w swoich zasobach niedokończone zadania, bo przerwane zadanie generuje we mnie popęd, żeby do niego wrócić i je dokończyć
a ten popęd mnie uzależnia, nadaje sens mojego dnia - nawet jeśli tym sensem jest narzekanie na siebie, że znowu nie zrobiłem rzeczy, do których się przed sobą zobowiązałem
a że dokończenie wymaga ponownego skupienia uwagi, podjęcia decyzji, wybrania opcji i jednoczesnego zrezygnowania ze wszystkich innych możliwości - wcale nie czuję wielkiej potrzeby, żeby do tej otwartej pętli usiąść tu i teraz
nie mogę jej bezpiecznie odłożyć na półkę, bo ciągle wymaga jakiejś mojej akcji
lokuję więc w niej małą cząstkę energii - tej samej energii, której potrzebuję do wstania rano z łóżka, przypomnienia sobie sensu mojego istnienia, bycia obecnym w ważnych dla mnie relacjach, radości z tego co przydarza mi się w ciągu dnia
jeśli energia jest lokowana w coraz to nowe pętle, które przecież łatwiej nadal otwierać niż zabrać się za dokończenie tych otwartych już wcześniej, powoli zaczyna mi brakować tej życiowej energii w ciągu dnia
kryzys nie przychodzi z dnia na dzień
to powolne gotowanie żaby
powietrze uchodzi nie jak z dziurawej opony tylko z takiej, którą zostawiliśmy bez pompowania na całą zimę
cząsteczki uciekają powoli, małymi porcjami, aż do momentu, w których jest za późno na lekkie dopompowanie, czyli np. zrobienie sobie jednego dnia wolnego
gdy niezamkniętych pętli jest kilka - ok, da się to przez jakiś czas nawigować, bo nie zawsze można podejmować decyzje tu i teraz i nasz mózg jest zdolny do prowadzenia takiego bieżącego archiwum
wiele tematów wymaga chłodnej oceny, nabrania dystansu - trzymanie ich przez jakiś czas jako otwartych nie jest niczym patologicznym
ale jeśli otwarte pętle się mnożą w tempie znacznie większym, niż się je zamyka, szybko dochodzi się do punktu, w którym energia do życia ulatuje i zamienia się w gonitwę myśli i wyrzuty sumienia
pojawia się poczucie, że dawna kreatywność i sprawczość jakoś magicznie uleciały i nie wiadomo jak je odzyskać
chodzi nie tylko o niedokończone zadania
mój mózg (i pewnie mózg każdego z Was) przetwarza wszystko co nas spotyka w formie wątków - lubi więc znać jasny początek, rozwinięcie i wyraźne zakończenie, po którym mogę sobie pogratulować i przejść do kolejnych spraw
w podręcznej pamięci lądują nie tylko zadania, ale też:
niewyjaśnione relacje,
okazje, które nie były nigdy wykorzystane
niedokończone doświadczenia,
nigdy niedokończone rozmowy,
nierozwiązane konflikty
ludzie, którzy odeszli z życia bez wyjaśnienia
to są najcięższe otwarte pętle, bo nie da się ich domknąć decyzją ani planem - po drugiej stronie często nie ma już kogoś, z kim ta pętla jest ściśle związana
mózg pamięta, nawet jeśli mnie myślimy o czymś aktywnie
te tematy wracają w ciągu dnia, nawet jako krótkie, nic pozornie nieznaczące myśli - o danej osobie, o danym temacie, o danej rozmowie
często reaguje na to też ciało - robi się gorąco, czuje się ścisk w brzuchu, pojawia się lekki ból, oddycha się nieco bardziej płytko
taka pętla nie czeka na to, żebym coś załatwił - czeka na to, żebym coś nazwał
nie zamknie jej odhaczenie zadania z listy - zamknie ją:
zdanie powiedziane na głos, choćby do pustego pokoju
list, którego nikt nigdy nie przeczyta
mały rytuał, po którym mózg wreszcie uzna, że to naprawdę koniec, a nie kolejna próba zignorowania problemu i zakopania go na kolejne miesiące pod dywan
podświadomość świetnie radzi sobie z szukaniem rozwiązań poza naszym świadomym procesem myślowym - nie podejmie za nas jednak decyzji, od których uciekamy
często wiemy już, co trzeba zrobić w danym temacie, ale i tak tego nie robimy
chcemy rzucić pracę, ale “jeszcze nie teraz”
chcemy się rozstać, ale “może się poprawi”
chcemy szczerej rozmowy, ale “nie jesteśmy gotowi”
to jest odkładanie życia na potem w czystej postaci
myślenie i planowanie kosztuje mniej, niż realne podjęcie działania i pozornie nie wystawia nas na żadne większe ryzyko, myślimy więc i planujemy bez ograniczenia
bierzemy w dłonie kolejne otwarte pętle, oglądamy je z każdej strony, przekładamy z ręki do ręki i rzucamy je na podłogę z nadzieją, że kiedyś do nich wrócimy
wydaje się nam, że można tak robić w nieskończoność, ale w końcu trzeba tę podłogę posprzątać - robi się coraz bardziej zagracona i jest nam coraz trudniej przejść
odpuszczenie to też decyzja, czasami najlepsza
trudno mi odpuszczać, bo to kojarzy mi się z przegraną, z niezrealizowaniem swojej ambicji, z działaniem poniżej swoich możliwości
ale odpuszczenie to często najlepsze wyjście
skoro upływ czasu nie powoduje, że chcę się w coś mocniej zaangażować, to może być znak, że wcale nie chcę być tego częścią
to nie znaczy, że coś jest nie tak z danym pomysłem, relacją czy osobą
to może znaczyć, że w moim życiu nie ma w danej chwili przestrzeni na to coś - nawet, jeśli w myślach brzmi jak coś absolutnie epickiego
odpuszczenie to niekoniecznie porzucenie bez słowa - to może podtrzymywać tę otwartą pętlę, która nadal będzie na podświadomym poziomie łaknąć naszej uwagi
mózg dostaje ode mnie jasną informację, że gdy będę chciał wrócić do tematu, nie muszę wynajdować koła na nowo - wiem krok po kroku, w jaki sposób przejdę przez otwartą pętlę
odzyskuję mentalną przestrzeń i daję sobie czas na zajęcie się innymi rzeczami bez wyrzutu sumienia, że porzuciłem bez opieki coś, co ma dla mnie wartość
to dla mnie esencja dyscypliny
grunt to podjęcie decyzji
robię, odpuszczam albo wracam do tego konkretnego dnia, w konkretny sposób
życie w ciągłym zawieszeniu i trybie “chciałbym, ale…” to życie trochę w przyszłości, a trochę w przeszłości - za to nigdy w teraźniejszości
a życie dzieje się tu i teraz
Bartosz Dziwak


